ZAGINĄŁ!
Imię: Maestro
Nazwisko: Ortseam
Gdzieś pomiędzy prawdą a mitem,
W okolicy fikcji literackiej,
Na pograniczu snu i jawy,
Zagubił się biedny Maestro.
Niczym dziecko we mgle,
Szuka zapewne drogi do domu…
Jeśli ktokolwiek widział Maestra, lub wie,
Gdzie obecnie może się on znajdować,
Proszę o kontakt pod adresem:
whereismaestro@gmail.com
Maestro tego dnia był nieuchwytny. Nawet dla narratora…
skomentuj (0)W życiu Maestra nastąpił okres, który można z powodzeniem określić jako „cisza przed burzą”. Początek nowego tygodnia stanowił dla niego czas odpoczynku, zregenerowania sił i „naładowania baterii” przed czekającymi go wyzwaniami. Następne kilka tygodni stać się mają bowiem istnym poligonem, na którym dojdzie do konfrontacji tego, co jest i tego, co być powinno. Status Quo, czy Novum Ordo? Czas pokaże…
skomentuj (0)
Fakt, że Maestro swoim wyglądem przypomina jedną z najsłynniejszych postaci historycznych sprawia, że ludzie zwracają na niego większą, niż na innych, uwagę. Przechodnie na ulicy, bezdomni na Bahnhofie i, oczywiście, klienci w markecie – wszyscy oni okazują mu swoje zainteresowanie, ale w różny sposób. Ci pierwsi, gdy zaczynają z nim spontaniczną rozmowę, mówią zwykle coś w stylu: „Kogoś mi przypominasz, wiesz?” Drudzy opowiadają mu historię swojego życia, gdy już zapytają o drobne, a ci ostatni albo zadają mu pytania, na które nie zna odpowiedzi, albo mówią do niego w sposób niezrozumiały lub abstrakcyjny. Ostatnim razem został poproszony, między innymi, o pomoc przy zakupie czajnika, sokowirówki, baterii, budzika i o wyjaśnienie różnicy pomiędzy telewizorami plazmowymi, a LCD. Czy ci wszyscy ludzie naprawdę nie zauważają tego wielkiego, jaskrawo pomarańczowego emblematu z napisem OCHRONA na jego piersi? Na pewno zauważają, ale niezdrowa ciekawość jego osobą powoduje, że nic sobie z tego nie robią. Maestro poważnie zastanawia się nad zmianą wyglądu…
Zauważył go dziesięć metrów za późno. Może gdyby dojrzał go wcześniej, to mógłby się jakoś schować, albo uciec. Teraz jednak stał z nim oko w oko i wiedział… po prostu wiedział, że za chwilę to się stanie. Ten starszy człowiek przeciskał się przez ten tłum na pewno nie po to, aby tylko na niego popatrzeć. Musiał się odezwać. To było widać w jego oczach. „No powiedz to wreszcie… Powiedz! I miejmy to już za sobą!” – Pomyślał Maestro, kiedy mężczyzna podszedł bliżej i otworzył siatkę, którą do tej pory trzymał nieruchomo w ręku. Nastało pełne napięcia oczekiwanie i… wtedy to się stało:
Klient - A ja szyneczką pana mogę poczęstować!
Maestro - …
Klient – Ma pan może ochotę na plasterek?
Czasami klienci działają na Maestra ogłupiająco.
Ale on i tak lubi tę robotę…
Pytanie dnia:
Skoro pomarańcze są pomarańczowe, to dlaczego cytryny nie są cytrynowe, tylko żółte?
Maestro naprawdę lubi tę robotę. Jeżeli kiedykolwiek usłyszycie z jego ust coś przeciwnego, to weźcie poprawkę na to, że dopiero co się obudził i jest to tylko poranne gderanie. Maestro nie znosi jedynie drogi do pracy, ale praca, sama w sobie, daje mu wiele satysfakcji.
Największą przyjemność dają mu jednak powroty ze służby. Może się wtedy wygodnie ułożyć na łóżku i nic nie robić, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Tak też było i tym razem. Wpatrzony w sufit Maestro, z lekko przymrużonymi oczyma, delektował się chwilą bezczynności i rozpływał w beztrosce. Niespiesznie wyłapywał z otoczenia, chaotycznie krążące po pokoju, fluidy błogości i wchłaniał, jeden po drugim, z każdym kolejnym oddechem. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Stopniowo świadomość opuszczała jego ciało, a wyobraźnia podrzucała coraz bardziej realne wizje i przeżycia. W pewnym momencie przekroczył niewidzialne granice rzeczywistości i… po prostu zasnął.
A sen jego był twardy!
skomentuj (0)
Opuszczając pomieszczenie personalne poczuł ogromną ulgę. Służba tego dnia dobiegła końca. Teraz jedynie wystarczyło, żeby dotarł do siebie, wziął szybki prysznic, położył się spać, a rano tylko spakował, i już mógł jechać do Gottes. „Za dwa dni Wigilia… Ciekawe, jakie będą tegoroczne święta?” – pomyślał schodząc z ruchomych schodów i udając się w stronę wyjścia.
Centrum powoli uspokajało się, a na otaczającym go placu stopniowo zamierał ruch. Będąc już na zewnątrz nabrał do płuc sporą ilość chłodnego, wieczornego powietrza, które sprawiło, że w jednej chwili stał się tak rześki, jakby ten dzień dopiero się zaczynał, a nie chylił ku końcowi. Rozejrzał się niespiesznie wokół i… wtedy go zobaczył. Oparty o poręcz schodów, prowadzących do podziemnego przejścia, stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w średnim wieku, w długim, granatowym płaszczu i kapeluszu, przywołującym na myśl czasy amerykańskiej prohibicji. W rękach trzymał jakiś przedmiot, którego z tej odległości nie dało się zidentyfikować. Ten człowiek czekał na niego. Wiedział to...
Może powiedziało mu o tym jego trzecie oko, które coraz częściej dawało znać o swoim istnieniu, a może wyczytał to z jasnych, zimnych oczu nieznajomego? To pozostanie tajemnicą. Po prostu wiedział, i tylko to było teraz ważne….
??? – Już myślałem, że nie przyjdziesz.
Maestro – Jestem…
??? – Trzymaj. Oddaj to „Wisdom”.
Maestro – Dlaczego ja? Nie możesz sam tego zrobić?
??? – Tylko ty wiesz, jak ją znaleźć…
Maestro poczuł nagle przeszywający chłód i uświadomił sobie, że od dłuższego czasu panuje głucha cisza. Szybko przebiegł wzrokiem okolicę. Wszędzie była pustka. Żadnych samochodów, żadnych ludzi. Tylko on i… nikt więcej. Stał zupełnie sam, pośrodku wymarłego placu, trzymając w rękach piękne, niebieskie pudełko, zdobione złotym, kwiatowym wzorem i złotymi płatkami śniegu. Kiedy je otworzył, spod jego stóp osunął się grunt…
Spadając nie czuł niczego…
Obudziły go dzwony na wieży kościoła. Zbliżał się wieczór. Lekko skołowany usiadł na brzegu łóżka, przeciągnął się i utkwił wzrok w kubku z zimną herbatą, który zaraz opróżnił jednym tchem. Ta drzemka, choć nie można zaliczyć jej do szczególnie udanych, pozwoliła trochę zregenerować siły. Mijał dopiero drugi dzień zajęć dydaktycznych po świąteczno-sylwestrowej przerwie, a Maestro już miał tego serdecznie dość. Jedyne, o czym teraz marzył, to gorąca kąpiel, syta kolacja i twardy ośmiogodzinny sen przed nadchodzącym dniem pracy. Zanim wyszedł z pokoju spojrzał na pudełko, które leżało na półce. „Trzeba się tego jak najszybciej pozbyć” – pomyślał, zatrzaskując za sobą drzwi…
"Skąd wiadomo, że mróz jest srogi? Wystawione na świeże powietrze, wąsy Maestra zamarzają w ciągu piętnastu sekund."
Pogoda, typowa dla Gottes, źle aplikuje się we Vratislaviu. Idąc wzdłuż zamarzniętej Viadui, Maestro żałował, że w ogóle tego dnia się obudził. Doszedł do wniosku, że obowiązkowość kiedyś go zabije. „Za skończenie studiów powinni wypłacać dożywotnio renty” – pomyślał, przekraczając próg uczelni…
Wyraźnie ucieszony, zaczął grzebać w plecaku, w poszukiwaniu „czegoś”. W tym czasie Maestro zastanawiał się, skąd bierze się ta spontaniczność kolegi…
Vince - Cały dzień łaziło mi to po głowie. Nie wytrzymałem. Pojechałem i kupiłem… Jak wyglądam?
Maestro - Dooobrze…
Vince – Hmmm, to dlaczego ludzie na ulicy tak dziwnie na mnie patrzyli? Chyba nie dlatego, że wyglądam w niej jak kibol?
Maestro uznał, że lepiej będzie to przemilczeć…
Obudziła go prowadzona obok rozmowa:
X - Za ile przerwa?
Vince, jak zwykle, przyszedł później. Żywa legenda i „constans” wydziału. Władze się zmieniają, a on wciąż studiuje…
Vince - Kupiłem kominiarkę. Chcesz zobaczyć?
Y - Za piętnaście minut.
X - Acha... A tak w ogóle, co to za wykład?
Obaj z Aleksandrem obudzili się przed świtem. To była tylko kwestia czasu i pytanie, kto zacznie kolejną wiekopomną dyskusję? Maestro podejrzewał, że wyjątkowo rześko wyglądający współlokator będzie bardziej wylewny, niż zwykle, ale takiej szczerości nie był w stanie przewidzieć:
- Chciałbym być jak „Apache” z „Piekielnej Jazdy”.
Na Aleksandrze, jako zapalonym motocykliście, film ten wywołał piorunujące wrażenie. Już trzeci miesiąc w rozmowach przewijał się, tu i ówdzie, temat filmowej historii o motocyklowych gangach, ale nigdy przedtem żadna rozmowa nie zeszła na tak wąskie tory, jak utożsamianie się z jednym z bohaterów.
- Widzisz, zawsze marzyło mi się, aby mieć taki motor (tu wskazał na starego niemieckiego ZÜNDAPPA uwiecznionego na plakacie ponad jego łóżkiem), i żeby popylać nim po mieście w stroju SS-mana… Teraz wolałbym mieć choppera i jeździć nim w stylowej skórze z frędzlami, tak jak ten Indianin z filmu…
Maestro, lekko skołowany, wyraźnie zamroczony słowami kolegi, wsparłszy się o filar podtrzymujący strop pokoju, rozdziawił z lekka usta, w oczekiwaniu na finał tych porannych zwierzeń:
- Myślę, że to „Apache” całkiem nieźle brzmi jako pseudonim. Mógłbym taki nosić. Ostatnio przedstawiam się wszystkim jako Alek… I koledzy w pracy tak do nie mówią…
…I ja to nawet lubię, jak mówią do mnie Alek, bo nie kojarzy mi się to z moją pyzatą twarzą.
Flash Back:
Przed oczami Maestra ukazał się nagle obraz Goldena, siedzącego przed nim z wyrazem twarzy, porównywalnym jedynie do miny człowieka, który właśnie odkrył, że ten miły, znajomo wyglądający człowiek naprzeciwko, to jego własne odbicie w lustrze. Maestro po prostu wiedział, że to będzie coś wielkiego:
Golden - Ale zajefajnie byłoby być Ewarystem!
Maestro - Że co?
Golden - No mieć na imię Ewaryst.
Maestro - …
Golden - Z takim imieniem wszyscy by Cię zapamiętali.
Maestro - Yyy…
Golden - Ilu znasz Tomków, albo Maćków?
Maestro - Trochę ich jest.
Golden - A znasz jakiegoś Ewarysta?
Maestro - Nie.
Golden - No widzisz!
Maestro na poważnie zastanawia się nad zmniejszeniem częstotliwości spotkań z Goldenem. Ich wspólne dywagacje mają zbyt duży wpływ na otaczającą Maestra rzeczywistość…
Najnowsze wieści z Wysp: Gin z Tonikiem nadal jest modny, Shift + Ctrl jest użyteczną i wartą zapamiętania kombinacją, a czasami wtorki wypadają w niedzielę…
Maestro-rozważania przed zaśnięciem:
„Ile wynosi prawdopodobieństwo, że przypadkowo spotkana, młoda kobieta z aparatem na zębach, jest aktualną, bądź byłą, studentką Wydziału Filologicznego we Vratislavie?”
skomentuj (2)
Czego jak czego, ale widoku z okna to można Maestrowi tylko pozazdrościć. Przyklejony do szyby, wpatrzony w ośnieżoną okolicę nawet nie zauważył, w pierwszej chwili, triumfalnego powrotu Aleksandra. O! Tak bardzo pochłonął go krajobraz zza poddaszowego okna! Aleksander w pokoju, w ciągu dnia, to prawdziwa rzadkość. Maestro, przywrócony nagle do rzeczywistości, postanowił wykorzystać tę niebywałą okazję, aby móc w końcu otworzyć usta i wydobyć z siebie pierwsze, tego dnia, słowo: "Ave". Niemożność odezwania się do drugiej osoby spowodowana przebywaniem w pustym pokoju jest, każdy chyba przyzna, dosyć męcząca. Wieczorne pogaduchy przez telefon są w porządku, ale nic nie zastąpi rozmowy z Aleksandrem. Nic. Trzy lata współlokatorowania robi swoje. Maestro i Aleksander dość dobrze się rozumieją i poznali się już na tyle, że nie może być mowy o jakichś problemach z komunikacją między nimi. Co ciekawe, rozmowy prowadzone przez nich prawie zawsze kończą się jakąś ogólno życiową refleksją, wypływającą z tych ich dyskusji. W tym przypadku Maestro doszedł do wniosku, że zdecydowanie za dużo czasu spędza pośród czterech ścian. Najwyższy czas, aby to zmienić…
Zima, choć ładnie wkomponowała się we Vratislav, daje się we znaki miejskiemu systemowi drogowemu. Zanim Maestro dotarł na Bahnhof, Golden zdążył już przeglądnąć wszystkie kobiece czasopisma dostępne w pobliskiej księgarni. Czterdzieści pięć minut czekania naprawdę może pchnąć człowieka do tak desperackiego czynu, żeby tylko zabić czas. Goldena spośród wszystkich znajomych Maestra wyróżnia to…, że on się rzuca w oczy. Nie można, tak o, po prostu przejść obok niego, nie zauważając go. Nie da się. Powoduje to jego wrodzona zdolność do zarażania pozytywnym nastawieniem. Jeżeli kiedykolwiek, w totalnym chaosie, pomiędzy tłumem ludzi, gdzieś na ulicy albo w centrum handlowym, dostrzeżecie człowieka, który wygląda tak, jak zawsze chcieliście się czuć, to na pewno będzie Golden. To był dobry pomysł, aby się z nim spotkać. To zawsze jest dobry pomysł. Kilka godzin spędzonych w jego towarzystwie i Maestro wyczerpał limit na abstrakcyjne rozmowy do końca tygodnia. Poniższy przykład zobrazuje poziom eterycznego absurdu unoszącego się nad nimi tego wieczoru:
Rzecz dzieje się podczas konsumpcji burgerów:
Golden - Wiesz, jakie zdanie zarabia miliony?
Maestro - ???
Golden - „A może frytki do tego?”
Maestro - !!!
Golden - No pomyśl tylko. Nad Vistulą mieszka ponad czterdzieści milionów ludzi. Dajmy na to, że co piętnasty tylko człowiek odwiedza taki lokal jak ten. Przypuśćmy, że co dwudziesty tylko klient słysząc: „A może frytki do tego?” jest skłonny skusić się na nie… Razy cena za porcję… Razy 365 dni… Czekaj, niech przeliczę…No! Daje nam to w przybliżeniu jakieś sto pięćdziesiąt milionów czystego zysku w ciągu roku!
Maestro – Yyy…Właśnie poczułem się jak u Tarantino…
Maestro będzie musiał kiedyś spisać te ich rozmowy. Może wtedy będzie w stanie je zrozumieć…
Po raz pierwszy od trzech lat kaloryfer jest naprawdę gorący. Maestro sam już nie wie, czy spowodowane jest to nadejściem mroźniejszej niż dotychczas zimy, czy też zmianami personalnymi w administracji…
Poprzedniemu zarządcy jakoś tak dziwnie z oczu patrzyło…
Opatulony białym kożuchem Vratislav wydał się Maestrowi jeszcze przyjemniejszym miastem niż dotychczas. Popołudniowy spacer ośnieżonymi ulicami, tak jak zawsze, wprawił go w bardzo pozytywny nastrój. Uwielbia to miasto i z całą pewnością może stwierdzić, że jest ono prawdziwym jego domem. Już prawie cztery lata minęły od przeprowadzki z Gottes nad Viaduę. Tak. To była zdecydowanie najważniejsza decyzja w życiu Maestra. Oczywiście nie liczymy tutaj kupna przez niego ogromnego brulionu kolorowego papieru do origami, który wystarczy mu na jeszcze kilka długich miesięcy oraz posunięcia pionem z b3 na c4 w wygranej ostatnio partii warcabów. Co tu dużo mówić? Maestro po prostu kocha takie małe rozrywki intelektualno-manualne. Z jednej strony człowiek może się dzięki nim porządnie zrelaksować, a z drugiej namęczyć i niejednokrotnie ciężko zdenerwować na drodze do osiągnięcia upragnionego sukcesu. Mimo wszystko zawsze warto jest zająć się czymś konstruktywnym w wolnych chwilach od pracy. „Potrzebuję nowego wyzwania” – pomyślał Maestro skręcając w stronę centrum handlowego. Nic dziwnego. W końcu ile można wygrywać z samym sobą w warcaby…
Sześć kolorów, dwadzieścia siedem ruchomych części, ponad czterdzieści trzy tryliony kombinacji i tylko jedno rozwiązanie. Fascynująca zabawka ten Cube. Maestro rozpakował świeżo zakupioną układankę, przeglądną raz, drugi i wtóry internetowy tutorial z cyklu „Zrób to sam” i zasiadł, bez dalszej zwłoki, do łamigłówki. A czas mijał. „No! Nie było to takie całkiem zawiłe jak na początku wyglądało” - dumny z siebie Maestro zaczął wertować zasoby sieci w poszukiwaniu oficjalnego rekordu świata, w celu przedłożenia komisji swojego fenomenalnego wyniku. "Rekord świata wynosi 7,08s? A myślałem, że zejście poniżej trzech godzin będzie niebywałym osiągnięciem” – pomyślał Maestro chowając Cube głęboko do szuflady…
Wieczór upłynął Mestrowi pod znakiem kontaktów kulturalnych i długich rozmów… Niestety tylko przez telefon. Najpierw dzwoniło Państwo K. W Gottes też biało, a nawet bardziej, bo to w górach leży. Co ciekawe, drugi telefon był z Wysp i tam też jest biało. Hmm… Maestro zaczął bardzo poważnie rozważać rozesłanie petycji do instytucji rządowych i naukowych w sprawie oficjalnego wykreślenia z wszelkich encyklopedii hasła „Globalne ocieplenie”. „To pojęcie chyba się dezaktualizuje” – Maestro spojrzał ponownie za okno. Coś w tym musi być. Przez padający wciąż śnieg nie ujrzał niczego…
Praca jest bardzo ważnym elementem w życiu Maestra. Odkąd postanowił zerwać z wizerunkiem "biednego studenta" jest ona jego pierwszym i głównym źródłem dochodu. Drugim natomiast jest stałe, comiesięczne dofinansowanie z funduszu rodzinnego państwa K. Na państwo K składają się dwie osoby: Pan K i Pani K. Pan K pracuje w kulturze, a Pani K, nie… Mimo wszystko to dobrze dobrane, zgodne małżeństwo. Maestro zna ich oboje praktycznie całe swoje życie, i zawsze, odkąd sięga pamięcią, mógł liczyć na ich bezinteresowną pomoc materialną i wsparcie duchowe. Kochani rodzice. Bez nich życie byłoby zdecydowanie uboższe…
Początek roboczego dnia był taki sam jak zwykle. Przez pierwszą godzinę pracy półprzytomny, wyjęty z kontekstu Maestro rozsiewał chaotycznie fluidy absurdu na wszystko i wszystkich (patrz DODATEK A). Na szczęście kilkukilometrowy marsz wzdłuż i wrzesz półek i regałów wyrwał go z tego porannego otępienia. W połowie przepisowego czasu gry nadeszła ważna informacja ze sztabu i na resztę dnia Maestro otrzymał pod opiekę drugi obiekt firmy oraz samodzielne stanowisko - na kilka godzin stał się operatorem monitoringu. To niezwykłe, jak bardzo świat wydaje się być ciekawszym, kiedy patrzy się nań z perspektywy kamery przemysłowej, a zwłaszcza, kiedy można obserwować różne aspekty stadnych zachowań ludzi w marketach. Ciekawe, dlaczego socjologowie nie zatrudniają się na stanowiskach operatorów monitoringów? W końcu gdzie można lepiej poznać prawdziwe oblicze człowieka jak nie w sklepie, podczas robienia zakupów...
„Muszę skombinować sobie taki system do pokoju” – pomyślał Maestro w drodze do domu. Pytanie tylko, kogo miałby niby tam obserwować? Aleksandra? Nie. To nie jest dobry pomysł. Aleksander zdecydowanie zbyt rzadko wraca do pokoju i to najczęściej tylko po to, aby położyć się spać. Maestro uznał, że obserwowanie śpiącego współlokatora nie jest jakoś szczególnie fascynujące. Ciekawe, co o tym myśli sam zainteresowany? Maestro będzie musiał spytać Aleksandra, czy zdarza mu się obserwować samego siebie podczas snu. Kto wie? A może Aleksander będzie mógł się podzielić jakimiś ciekawymi spostrzeżeniami na swój temat…
DODATEK A
Zasłyszana rozmowa Maestra z „A” (03.01.2009, Godz. 09:26:38)
Maestro - "A", jak Ty masz na nazwisko?
„A” - Dyrlaga.
Maestro – Czy to się pisze przez u, czy ó?
Bez Komentarza...
Maestro obudził się wcześniej niż zaplanował. Znowu. Efekt kilkudniowego odpoczynku okazuje się wielce użyteczną przypadłością, pozwala mu bowiem wstawać zanim budzik zacznie dzwonić. Maestro nie przepada za swoim budzikiem. Zbyt brutalnie przywołuje go co rano do rzeczywistości. Odrobina spokoju od tego nieznośnego towarzysza poranków wyjdzie mu tylko na dobre. Tak sądzi...
W porannym busie zaprzątnęła mu głowę pewna kwestia. Rozważał uważnie, czy wśród jego znajomych figuruje jakiś Izydor albo Makary. Dziś są ich imieniny… Nie. Maestro nie zna nikogo o takich imionach. Może to i dobrze? Przynajmniej nie trzeba się spinać i na gwałt wymyślać życzeń. A właśnie! Co się zwykle życzy Izydorom i Makarym w dniu ich imienin? Bezproblemowej procedury przy formalnej zmianie imienia? I w tym miejscu wątek mu się urwał, a raczej został przerwany przez Aleksandra, który właśnie się dosiadł. Jako współlokatorzy Maestro z Aleksandrem wymienili się pokrótce strategicznymi informacjami o tym: co, gdzie i z kim. Krótko mówiąc sprawozdanie z ostatnich i prognoza na następne 24h. W pokoju taka rozmowa trwałaby dobre 15 minut. W tym jednak przypadku ograniczyć się musiała zaledwie do dwóch przystanków. Obaj się spieszyli. Teraz pewnie nie zobaczą się przez następne kilka dni… Aleksander i Maestro widują się zdecydowanie zbyt rzadko...
„Czerwony Smok” czy „Klątwa”? Maestro stał przy multimediach już 20 minut. Nie mogąc się zdecydować, porzucił pomysł kupna nowego filmu i opuścił market szybciej, niż zwykle. Zdecydowanie za często odwiedza ten przybytek. Niepokojące jest to, że jutro też tu przyjdzie. No cóż, gdzieś w końcu trzeba pracować...
Reszta dnia upłynęła na klasycznej przeplatance. Posiłek, film, posiłek, film, posiłek film, i tak do wieczora… "Bezczynność jest jednak bardziej mecząca niż praca" - pomyślał Maestro... Telefon z Wysp wyrwał go na moment z tej pomroczności. Ograniczenie aktywności internetowej skutkuje tym, że ludzie zaczynają do niego dzwonić. Dobrze jest usłyszeć czyjś głos, zwłaszcza, gdy przyzwyczaiło się jedynie do czyjegoś stylu pisania w komunikatorze. Ciekawe, kto jutro zadzwoni? Przed zaśnięciem Maestro modlił się, aby nie tylko budzik o nim pamiętał…
skomentuj (0)
To była dla niego bardzo ważna noc. Podczas gdy większość społeczeństwa hucznie obchodziła zakończenie roku, Maestro pochłonięty był porządkowaniem swojego życia. Uprzątnął ze świadomości wszelki zbędny balast, przemyślał wszystko dogłębnie, spojrzał na to raz jeszcze i podjął ostateczną decyzję. Pożegnał się z oficjalnym swoim wizerunkiem w sieci i skrył pod pseudonimem, który, jak uważa, stanie się jego wiernym towarzyszem na drodze do realizacji planu przeznaczonego na rok 2009. Hmmm. Plan…
Każdy plan jest zawsze wielce interesujący, skomplikowany, ponadczasowy i, rzecz jasna, zawiły. W jego przypadku szczególnie. Co roku Maestro dużo planuje. Pomimo, że zazwyczaj udaje mu się zrealizować niewielką tylko część tego, co zaplanował, to nie zraża się tym. Nigdy. Plan jest właściwie taki sam, co roku. No może nie zupełnie. Ulega on zawsze drobnym korektom o charakterze estetycznym, poza tym elementy nie zrealizowane w roku poprzednim przekładane są do realizacji na rok następny. Tu pojawia się problem. Otóż, jak to już było wspomniane wyżej, Maestro ma trudności z tymi swoimi postanowieniami noworocznymi, to też, co roku lista wydłuża się, a każdego 31 grudnia przekształca się z księgi życzeń w księgę zażaleń. Co zrobić? Maestro się stara. I idzie mu całkiem nieźle. Co rok sprawy nabierają tępa i jego osiągi poprawiają się. Zobaczymy więc, co przyniesie rok 2009.
A nóż Maestro wykona cały plan. To by było coś…